Noty ze świata
Tuwim nie miał serca dla Warszawy
“To Tuwim nie był warszawiakiem?” – pyta redaktor naczelny magazynu “Kraków i Świat”. Potrząsam głową, mrucząc: “Propaganda! Propaganda!”. W jednym ze swoich najsłynniejszych wierszy (zresztą zatytułowanym na cześć tego miasta) Tuwim oświadcza jasno i wyraźnie: “Mój gród – to Łódź”. Syn robotniczej Łodzi 13 września 1894 roku. Nie w Warszawie, a w dymiącej kominami, fabrycznej […]
“To Tuwim nie był warszawiakiem?” – pyta redaktor naczelny magazynu “Kraków i Świat”. Potrząsam głową, mrucząc: “Propaganda! Propaganda!”. W jednym ze swoich najsłynniejszych wierszy (zresztą zatytułowanym na cześć tego miasta) Tuwim oświadcza jasno i wyraźnie: “Mój gród – to Łódź”.
Syn robotniczej Łodzi
13 września 1894 roku. Nie w Warszawie, a w dymiącej kominami, fabrycznej Łodzi, rodzi się żydowski chłopiec.
“Najdawniejsze wspomnienie moje o dzieciństwie jest niejako symboliczne. (…) Widzę siebie przy pisaniu, jeżeli można tak nazwać proces bazgrania ołówkiem po jakiejś małej szarej książce”.
To słowa, którymi opatrzona jest tablica w bramie kamienicy przy ulicy Widzewskiej 44 (współcześnie Kilińskiego 46). Malec po raz pierwszy krzyknął, zapłakał i zaśmiał się w sercu miasta, które przeżywało industrialny rozkwit. Jest “synem robotniczej Łodzi”, jak dumnie głosi napis na domu przy ulicy św. Andrzeja 40 (teraz Andrzeja Struga 42), w którym chłopak spędził lata młodzieńcze.
Zielony Helenów
Między witrynami prywatnych zakładów i fabrykami z czerwonej cegły szyny wiją się niczym pnącze. Stalowe nitki biegną pod bramę parku Helenów, gdzie przeszło sto lat temu przedstawiciele mieszczaństwa wysiadali z hałaśliwego tramwaju. Znajdowała się tu krańcówka (w gwarze łódzkiej “przystanek końcowy”) jednej z pierwszych linii w mieście. Ten charakterystyczny element topografii miasta (wraz z dosyć szczegółowym “rozkładem jazdy” z tamtych czasów) został udokumentowany w “Kwiatach Polskich”:
“Zieloną czwórką się dojedzie do zielonego Helenowa”

Dzień powszedni, południe. Zieleniec tętni życiem. Po rozległych stawach płyną łódki, w restauracjach brzęczą szklanki piwa, a kolorowe pióra egzotycznych ptaków błyszczą w słońcu.
Pośród dam w kapeluszach i panów w gustownych frakach przez tłum przeciska się młody Julian Tuwim. W Męskim Gimnazjum Rządowym przy ul. Cegielnianej 64 (obecnie Jaracza 28) jak co dzień odbywają się zajęcia, jednak jego krzesło jest puste.
Łobuz i marzyciel
Chłopak uczęszczał do placówki przez 10 lat, tymczasem na tablicy pamiątkowej zawieszonej na gmachu szkoły (aktualnie III Liceum Ogólnokształcące w Łodzi przy ul. Jaracza 28) widnieje inny przedział: 1905-1914.
Skąd to przekłamanie? Z pruderii. Bo Tuwim nie był kujonem. To był łobuz i marzyciel! Powtarzał klasę, bo zamiast gnić w szkolnej ławce, wolał uciekać w zieleń Helenowa. Dla dyrekcji taka rysa na wizerunku wzorowego ucznia była jednak nie do przełknięcia, więc biografię poety postanowiono wypudrować. A szkoda! Zamiast serwować młodzieży sterylną laurkę, warto byłoby pokazać prawdę: że jedynka w dzienniku nie przekreśla geniuszu, a szkolne mury bywają czasem za ciasne dla wielkich umysłów. Zamiast tej lekcji nadziei, na tablicy zawisł jednak patetyczny slogan:
“Szkoło! Szkoło! Gdy cię wspominam, tęsknota w serce się wgryza, oczy mam pełne łez!”
Pasjonat literatury po raz kolejny opuszcza lekcje, aby czytać poezję i pisać wiersze. Dzisiejsze władze rozwieszają tablice i wypisują podniosłe słowa, a prawdziwy pomnik geniuszu poety niszczeje ukryty w gąszczu zaniedbanej roślinności.
Wymazany z mapy
W głębi Helenowa do dziś znajduje się osobliwa konstrukcja – grota wulkaniczna. Właśnie ta altana (wykonana z tufu wulkanicznego) była świadkiem narodzin poety. To tutaj młody adept literatury przeżywał fascynację twórczością Staffa. Wśród szumu liści i “migotu poezji” rodziły się też – jak pisze w “Kwiatach polskich” – jego pierwsze rymy:
“Czytałem je pod ławką w szkole,
Czytałem w helenowskim parku. (…)
W sąsiedztwie Staffa wierszyk piszę.”
Dziś Helenów to pozostałość po dawnym imperium fabrykantów Anstadtów, które zostało wymazane z mapy Łodzi – tak jak usilnie usuwa się z niej Tuwima. Ale pozostałości po parku stanowią dowód na to, że geniusz poety wyrósł z łódzkiego buntu i helenowskiej zieleni, a nie z warszawskich salonów.
Mit o warszawiaku
Po wyjeździe z Łodzi Tuwim pozostał wierny swojej naturze i szybko porzucił studia. Większość swojego dorosłego życia spędził w stolicy, a biografowie z lubością podkreślają, że “już w młodym wieku związał się z Warszawą” (poezja.org.pl). To oczywiście jest zgodne z prawdą, lecz buduje fałszywe przekonanie, że to tam rozpoczęła się jego kariera, a lata łódzkie nie miały większego znaczenia. Tymczasem sam poeta wspomina w wierszu “Łódź” ten początkowy okres swojej twórczości jako “siedem ogromnych lat”.
Stolica wmawia Polakom, że poeta “z podziwem pisał o Warszawie” (cytat z pokazu “Warszawa Ja i Ty” w Multimedialnym Parku Fontann na warszawskim podzamczu). W takim razie zobaczmy z jakim podziwem wieszcz opisywał stolicę w “Kwiatach Polskich” z 1949 roku (napisanych u schyłku jego życia):
“Nie miałem serca dla Warszawy,
Gdy opuszczałem miasto Łódź (…)
I już mnie z Łodzi do Warszawy
Nie pociąg, lecz karawan wiózł.”
Tuwim brutalnie rozprawia się z mitem swojej miłości do stolicy. Wyjazd z Łodzi nie był dla niego awansem. Był pogrzebem. Chłopak zabrał ze sobą “maleńki światek snów i zmór”, zapakował do walizki “ulic kurz i fabryk mur” i wywiózł je jako relikwie.
Serce Juliana Tuwima na zawsze pozostało w jego “kolebce rodzimej” Łodzi. To tam narodził się jego geniusz i szlifował kunszt, a fundamentem wszystkiego, co tworzył w dorosłym życiu były wspomnienia i nauki zabrane z Łodzi. Tuwim to nie szkolny prymus z wielkiego miasta. To wagarowicz, który od stolic wolał “szarzyznę mdłą” łódzkich ulic i na zawsze pozostał wierny swojej małej ojczyźnie, “jak matce niedobrej – dziecię”.
“Gdy kiedyś czołem dosięgnę gwiazd
I przyjdzie chwały mej era,
Gdy będzie o mnie kilkaset miast
Sprzeczać się, jak o Homera,
Gdy w Polsce będzie pomników mych
Więcej niż grzybów po deszczu,
I w każdym mieście zacznie się krzyk:
“Ja Ciebie wydałem, wieszczu!” –
Niechaj potomni przestaną snuć
Domysły “w sprawie Tuwima”,
Bo sam oświadczam: mój gród – to Łódź,
To moja kolebka rodzima!
Niech sobie Ganges, Sorrento, Krym
Pod niebo inni wynoszą,
A ja Łódź wolę! Jej brud i dym
Szczęściem mi są i rozkoszą!
Tu, jako tyci od ziemi brzdąc,
Zdzierałem portki i buty,
Tu belfer, na czym świat stoi klnąc,
Krzyczał: “Ty leniu zakuty!”
Tu usłyszałem burz pierwszych grom
I pierwsze muzy szelesty!
(Do dzisiaj stoi ten słynny dom:
Andrzeja, numer czterdziesty.)
Tu przez lat dziesięć, co drugi dzień,
Chodziłem smętnie do budy,
Gdzie jako łobuz, pijak i leń
Słynąłem, ziewając z nudy.
I tu mi serce na wieczność skradł
Ktoś cichy i modro-złocisty,
I tu przez siedem ogromnych lat
Pisałem wiersze i listy.
Nawet mizerne wiersze me
Łódź oceniła najpierwsza,
Bo jakiś Książek drukował mnie
Po dwie kopiejki od wiersza.
Więc kocham twą “urodę złą”,
Jak matkę niedobrą – dziecię,
Kocham twych ulic szarzyznę mdłą,
Najdroższe miasto na świecie!
Zaszwargotanych zaułków twych
Kurz, zaduch, błoto i gwary
Piękniejsze są mi niż stolic szych
I niż paryskie bulwary!
Śmieszność twa łzami przyprósza mi wzrok,
Martwota okien twych ślepych
I czarnych ulic handlarski tłok,
I uszargany twój przepych.
I ten sterczący głupio “Savoy”,
I wyfioczone przekupki
I szyld odwieczny: “Mużskij portnoj,
On-że madam i pszerupki” ”
Julian Tuwim – “Łódź”
Ilustracje: materiały własne oraz Wikipedia