
Rozwód? Nie na siłę
Przychodzi kobieta do adwokata (nie jest to początek dowcipu, choć może
powinien) i mówi: „Pani mecenas, chcę się rozwieść, zależy mi na szybkim
rozwodzie, najlepiej w pół roku i bez orzekania o winie. Mąż powinien się
zgodzić, a dzieci są już dorosłe”.
Nie jestem zaskoczona. Właśnie na tym etapie życia klienci najczęściej decydują się na rozwód uwiedzeni wizją lepszego jutra. Zazwyczaj mówią, że zasługują na szczęście, w końcu naoglądali się go, przeglądając Instagram. Tylko czy 600 zł opłaty sądowej i podział majątku pozwoli nam to szczęście osiągnąć?
Często daję klientom gotową receptę na rozwód, uświadamiając im, jakie prawne przesłanki muszą wystąpić, by z dużym prawdopodobieństwem sąd orzekł o rozwiązaniu małżeństwa. Ale tym razem, jak dinozaur z paragrafami, pytam: „Droga pani, czy przemyślała pani decyzję?”. Nie mówię tego z przekąsem. Mówię jako ktoś, kto widział rozwody, które czasem bolały bardziej niż małżeństwo. Rozumiem – on jest nieczuły, ona milczy, codzienność jak papier ścierny. Ale czasem nie warto się rozwodzić zbyt szybko.
Czasem warto przemyśleć decyzję.
Mina klientki mówiła sama za siebie: „Ale co pani za bzdury opowiada, płacę za konsultację prawną i oczekuję porady jak się rozwieść”. Tak, tu musiałam przyznać rację. Ale kontynuowałam, powtarzany za każdym razem jak mantra, wywód prawny na temat przesłanek rozwodu, które muszą wystąpić, by sąd
wydał oczekiwany wyrok. Nieco oburzona klientka przerwała mi: „Pani mecenas, uczucie już dawno wygasło, nie kochamy się”. Odpowiedziałam, że miłość to nie wszystko, musi jeszcze ustać więź fizyczna i gospodarcza.
„Czy nadal mieszka pani z mężem?”, zapytałam. „Tak, mieszkamy w jednym domu, który wspólnie wybudowaliśmy, razem płacimy też rachunki, ale jak się rozwiedziemy, to każdy zacznie życie na nowo. A jeśli chodzi o relacje intymne, to są zupełnie sporadyczne”. Odpowiedziałam, że może to być niekorzystne, zalecając, że jeżeli pragnie się rozwieść, to winna mieć na uwadze absencję seksualną. Wypadałoby również uciąć więź gospodarczą, jest zatem nad czym popracować przed złożeniem pozwu. „Czy wie pani, co się zmieni, gdy się pani rozwiedzie? Po pierwsze, z chwilą uprawomocnienia się
rozwodu ustaje wspólność majątkowa i od tej pory będzie pani musiała się utrzymywać samodzielnie”. Po drugie uświadomiłam klientce, że może zapomnieć o ewentualnym dziedziczeniu ustawowym. Jako była żona nie dziedziczy po mężu, chyba że mąż wskazałby ją jako spadkobierczynię w testamencie, ale jak żyję, nie słyszałam o takim przypadku.
Po trzecie, w razie śmierci męża, zasadniczo byłej żonie nie będzie już przysługiwało prawo do jego emerytury w żadnym zakresie, ale nie pora na to, by tłumaczyć klientce te niuanse prawne. Rozwód to nie tylko unieważnienie związku, to również pozbawienie się korzyści w przyszłości (pamiętajmy jednak, że wszystko zależy od stanu faktycznego). Nie proponuję utrzymywania małżeństwa za wszelką cenę czy życia w hipokryzji. Proponuję chłodną kalkulację, której w związkach zwykle brakuje, a w rozwodach jest jej aż za dużo.
A na koniec rzuciłam: „Jeśli jednak zdecyduje się pani rozwieść, proszę pamiętać o podziale środków zgromadzonych na przykład na subkoncie ZUS i koncie OFE, z tego, co wiem, ponad 10 lat poświęciła pani na wychowanie dzieci, w tym czasie nie gromadząc kapitału na kontach”. A klientka? Jeszcze godzinę
temu emanowała pewnością siebie, w oczach miała błysk, na ustach gotową listę pretensji, a w głowie wizję nowego, lepszego życia. Teraz jej entuzjazm osłabł, poprawiała torebkę, marszczyła brwi.
Uśmiechnęła się – nie gorzko, raczej jak ktoś, kto nabrał pokory. Może zrozumiała, że rozwód czasem lepiej przemyśleć, zanim zadekretuje się go w sądzie. Moją intencją nie było zniechęcenie klientki do rozwodu, a jedynie uświadomienie konsekwencji prawnych wynikających z jego orzeczenia. I nie chodzi
o to, by żyć z kimś tylko dlatego, że w Polsce małżeństwa są uprzywilejowane, wspiera je nawet ZUS. Ostatecznie pal licho pieniądze, mam raczej na myśli rozwód z głową. Czasem jego orzeczenie jest konieczne do ochrony dzieci i małżonka, nie mówimy o takiej sytuacji. Tym razem do adwokata przyszła klientka, której motywacja rozwodowa wynikała raczej z rutyny życia, również ona ma pełne prawo do rozwodu. A następnym razem do adwokata przyjdzie mężczyzna…
Ilustracja: Kraków, pocztówka 1908-1918, źródło: Polona