PARTNER PROJEKTU:

thumbnail Rekomendacje

Ołowiane dzieci

Andrzej Duda
Rekomendacje Andrzej Duda

Życie jest serialem.

„Mamo, ja chciałbym być ze srebra / Synku, będzie ci bardzo zimno / Mamo, ja chciałbym być wodą samą / Synku, będzie ci bardzo zimno / Mamo, wyszyj mnie na swej poduszce / O tak! W tej chwili!”. García Lorca. Jego wizja subtelnych relacji rodzicielskich. Wrażliwa i delikatna. Jak sama tego typu relacja. Każda. Niezależnie od miejsca na świecie i momentu historii ludzkości.

Bo człowiek to skomplikowane stworzenie. Maleńki delfin tuż po narodzinach płynie ku powierzchni, by zaczerpnąć tlenu. Źrebak chodzi godzinę po przyjściu na świat, skubie trawę i wie już niemal wszystko, co potrzebne mu do życia. Homo sapiens, by móc samodzielnie funkcjonować, potrzebuje wielu lat. Ilu? To zależy – cytując fachowców – od uwarunkowań osobniczych. Pokolenie Z przesunęło granicę „wyfruwania z gniazda” do trzydziestego roku życia i granica ta wciąż szybuje ku górze.

Jedno się jednak nie zmienia. Nigdy i nigdzie. Kiedy choruje twoje dziecko, jesteś w stanie podpalić świat, by przywrócić je do zdrowia. Ale co, jeśli na drodze twoich dążeń staje ktoś, kto ma interesy wręcz przeciwne? A co, gdy na tej drodze staje cały system?

Serial Ołowiane dzieci w reżyserii Maciej Pieprzyca traktuje właśnie o tym. Jest władza, która ludzi ma za nic, są wymogi produkcji, jest oczekiwanie „wielkiego brata” na produkty polskiej huty. A cierpią dzieci. Ale jak je leczyć, kiedy choroba oficjalnie nie istnieje? Problem nie ma prawa przedostać się do społecznej świadomości.

Serial ma wszystko – świetne i przekonujące aktorstwo, bardzo sprawny scenariusz i fantastyczne zdjęcia. Jest poruszający, a za sprawą dzieci także wzruszający (nie tylko dla tych, którzy są rodzicami). A że pojawiają się zarzuty o nieścisłości historyczne? To nieporozumienie. Mamy tu do czynienia z fabułą, nie dokumentem. Przywoływałem ten argument również w rozmowach z tymi, którzy filmy Kazimierz Kutz nazywali „kłamliwymi”. Bo czy ktoś czynił podobne zarzuty Bękarty wojny? A przecież – z tego, co pamiętam z podstawówki – to nie paramilitarna grupka Żydów zabiła Hitlera.

Ten serial nie ma oddawać prawdy historycznej. Wystarczy, że zwrócił uwagę na zagadnienie z przeszłości i może sprawił, że ktoś sięgnie do materiałów źródłowych. Choćby obejrzy dokument Doktórka (dostępny na TVP VOD). Film bardzo sprawny i rzetelny. Stanowiący odpowiedź dla wszystkich, którym w netflixowym hicie zabrakło historycznego detalu. Serial fabularny ma poruszać i dawać rozrywkę. Przy okazji, w tym przypadku, także dawać do myślenia.

„Na szczęście dziś już nie komuna” mówi mi ktoś, komentując tę produkcję. Ale przecież system jest taki sam. Nie TEN sam, ale… jakiś system istnieje zawsze. Czy ten, w którym wpycha się nam jedzenie i odżywki, których nigdy nie powinniśmy spożywać, a co dopiero dawać dzieciom, jest lepszy tylko dlatego, że już nie nazywa się „komunistycznym”? Że są atesty? Na to, jak bardzo one nie działają, istnieje tyle przykładów, że całej objętości tego magazynu mogłoby zabraknąć.

Również dlatego warto obejrzeć Ołowiane dzieci, by zadać sobie pytanie, czy „dobro systemu” – kłamliwie zwane dziś „dobrem ludzkości” – jest naprawdę ważniejsze niż cokolwiek innego? Dzisiejszy system ma o wiele prostsze „dobro” niż te komunistyczne „idee” powodujące „konieczność woalowania problemów”. Dzisiejsze „dobro systemu” drukowane jest przez narodowe banki wszystkich krajów świata. Innego nie stwierdzono.

A kto nie potrzebuje aż tak bardzo się zagłębiać, może skupić się na jednej bardzo istotnej (przynajmniej dla mnie) sprawie: Michał Żurawski w roli SB-eka. W ostatnich dekadach tak fenomenalnie grać szuję i kanalię potrafił chyba tylko Jerzy Bończak. Bałem się, że może nikt nie będzie w stanie go zastąpić. Aż dotąd. Żurawski ma TĘ twarz, TO spojrzenie, TĘ wypracowaną i arcywiarygodną „dwulicowość”. Kamień z serca. Mistrz.

I jeszcze jedno – to niezwykła rzadkość, bym mógł napisać, że serial jest lepszy niż książka, na której się opiera. Jednak w tym przypadku twórcy, by tego dokonać, nie musieli stawać na głowie. Książka Ołowiane dzieci autorstwa Michał Jędryka jest po prostu słabiuteńka. Nie sięgajcie po nią. Od razu odpalcie Netflix. Tfu, tfu… Mam nadzieję, że to ostatni raz, gdy namawiam czytelników na porzucenie stronic papieru na rzecz jakiegokolwiek ekranu.